::> Menu
  • Strona główna
  • Zdjęcia
  • Historia
  • Pamiątki
  • Pocztówki
  • Wspomnienia
  • Kroniki
  • Rejestr
  • Cmentarz
  • Litografie
  • Marian Kopf
  • FODZ
  • Listy
  • O stronie
  • Kontakt
    ::> News
  • Szkolenie Wojewódzkie Lubelska jesziwa
  • Ogólnopolska prezentacja Synagoga Nożyków w Warszawie
  • Wizyta Rabina (15 Listopad 2006)
    ::> Konkursy
  • Konkurs 2005/2006
  • Konkurs 2006/2007
    ::> Warto zajrzeć
  • Nasze gimnazjum
  • Lubaczow
  • Fodz.pl
  • Centrum Windows
  • ::> Wspomnienia - Feiga Kramer

    Z materiałów zebranych przez Bogdana Lisze.

    Do Lubaczowa wkroczyli Niemcy w r. 1941. 22 czerwca. Aresztowali od razu w pierwszym dniu 14 zakładników. Po tym rozkaz: WSZYSCY ŻYDZI od 10 do 60 roku życia mają zgłosić się na rynku. Tych którzy się nie zgłosili, wygnali nago na rynek, wszystkich okrążyła policja ukraińska i niemiecka, pastwili się na bezbronnych. Przygotowywaliśmy się na śmierć, odmówiliśmy "widuj," żegnaliśmy się z najbliższymi. Utrzymywali nas w tym przeświadczeniu Ukraińcy, trzymali nas kilka godzin na rynku. Nagle przyjechał jakiś wyższy Esesman, nie pozwolił wykonać egzekucji, rozsortował nas. Młodych do pracy, starszych i matki z dziećmi do domów. Przez jakiś czas był względny spokój.

    Utworzono Judenrat. Wysłali do okolicznych obozów, (Lacki, Winniki, Jaktorów) biednych, którzy nie mogli się wykupić.

    Lacki obok Brzeżan. Obóz śmierci. Katowano nieludzko. Zaraz na wstępie dostawali Żydzi 25 kijów. Esesmani urządzali sobie często zabawy, powiesili np. obok siebie nagie małżeństwo i zaśmiewali się ze swego dowcipu. Przy wejściu do lagru leżały na ziemi skurczone postacie, niepodobne do ludzi, były to trupy pobitych na śmierć. Z każdego kąta uderzał przybysza podobny widok. W zimie chodzili do pracy 3 km. Od lagru, boso w łachmanach.

    Obersturmfuehrer powiadał, że nie może zjeść śniadania jeżeli przedtem nie uśmierci własnoręcznie choćby 30 Żydów.

    Gdy szli do pracy Esesmani podstawiali im wysoko nogi, który przeskoczył szedł dalej, jeżeli zawadzi o nogę zbira, wysegregowany szedł na śmierć. Jeżeli ugiął się przy wtaczaniu taczek pod górę (wysokość l kl.) 3 m. naładowanej kamieniami zamęczony został na śmierć. Błagano o zastrzelenie, by zapobiec męczarniom. Za jednego uciekiniera strzelano 10. Udało się wykupić pewnej bogatej rodzinie czterech więźniów. To nie byli już ludzie. Łachmany ludzkie. Jeden ślepy, drugi strzęp człowieka lało się z niego, robił pod siebie, trzeci bez nogi, czwarty znany siłacz, tak słaby, że go podtrzymywano. Z obozu Lacki nikt się nie uratował.

    Akcja futrzana trwała l miesiąc. Było to prawdopodobnie zasługą Judenratu. Ponieważ oni orientowali się, czy ktoś nie ukrył jeszcze jakiegoś skrawka futrzanego, brali zakładników do więzień po 15 na 5 dni tak, że po kolei prawie wszyscy z całego miasteczka siedzieli w tym czasie w więzieniu. Akcja ta udała się na 100%, nie został ani skrawek futra.

    To samo było ze złotem, srebrem, kosztownościami. Oddaliśmy, względnie zabrano nam wszystko. Od razu, zaraz z początku zabrano 20 Żydów, którzy za Sowietów jeszcze, pracowali w kooperatywach, /żadne polityczne placówki/.

    Szochet szedł do szlifierza z nożem, by go naprawić, po drodze zamordowali go Ukraińcy. Za świecenie świec u siebie w domu, w piątek, u jednego Żyda nałożono kontrybucję 1/4 miliona złotych. Sprzedaliśmy ostatnie szmaty i zapłaciliśmy.

    ( 25 marca 1942 zaczęto wywozić z Rawy Ruskiej 40 km. od Lubaczowa ) do Bełżca. Z początku jeszcze nie widzieliśmy co to jest Bełżec. Bojąc się wysiedlenia nie przebieraliśmy się od marca 1942 do stycznia 1943, by być w każdej chwili gotowym do ucieczki. Zbudowaliśmy bunkry. Całe lato, dwa razy dziennie szły transporty Żydów, 70 do 80 wagonów. Z wagonów słychać było jęki i płacze duszonych i dzieci. Za szklankę wody płacono Ukraińcom i Polakom złotymi zegarkami, drogocennymi przedmiotami. Większość nie wiedziała, gdzie jedzie. Byli pewni, że do pracy. Późniejsze następne transporty wiedziały już, że idą do pieca. Niektórzy wyskakiwali z pociągów, inni tak zrezygnowani, że nie korzystali z możliwości ewentualnego ratunku. Koło nasypów i szyn leżały stosy trupów tych, którzy nieszczęśliwie wyskakiwali z pociągu. Trupy obrabowywali Ukraińcy i Polacy, wyrywali zęby złote. Żyliśmy w ciągłej panice. Z końcem 1942 zegnano kilkuset Cyganów do Lubaczowa do lasów, po tym tam ich zastrzelono i wysłano 15 Żydów robotników do kopania grobów i grzebania trupów cygańskich. Z tych 15 robotników żydowskich, ani jeden nie powrócił.

    Pochowano ich tam razem z Cyganami.

    W październiku 1942 spędzono z okolicy wszystkich do Lubaczowa i utworzono dzielnicę żydowską. Dwie ulice otoczono drutem kolczastym wysokości 2 m. W jednym pokoju mieszkało 50 - 60 Żydów. Zaczyna się szerzyć tyfus i głód i codziennie umiera do 25 Żydów. Trwało to do dnia 7 stycznia 1943. Tego dnia SS odebrali ubrania, buty, które robili im Żydzi. Niepokój w miasteczku. Wiedzieliśmy, że to przedostatnia akcja. Nie wiedzieliśmy co robić. Postanowiliśmy, jedni uciekać, drudzy ukryć się. Styczeń, mróz 20 stopniowy, śnieg na 1/2 głębokości ja z małymi dziećmi (jedno lat 5, drugie 10, trzecie 11 ). Chcieliśmy oddać dzieci do chłopów, ale dzieci nie chciały się rozłączać z matką. O godz. 11 1/2 w nocy, powzięliśmy decyzję i poszliśmy na wieś bez chleba do znajomego chłopa Polaka w Załużu 5 km. Od Lubaczowa i ukryliśmy się bez jego wiedzy na strychu. Rozdzieliliśmy się. Ja pozostałam u chłopa, aż poszedł do lasu. Na trzeci dzień zaczęła się w tej wsi akcja na Żydów, którzy z Lubaczowa się tu ukryli. Ukraińcy i Polacy ich wydawali, spędzono ich do gminy i SS zagnali na łąkę, gdzie grzebano padlinę, zastrzelono ich tam i w tych dołach zagrzebano. Nazwiska to Stefan Hołub, wójt wsi i inni, których nazwisk nie pamięta.

    Dnia 8 stycznia akcja w Lubaczowie SS i Ukraińcy otoczyli dzielnicę, wyciągano z bunkrów, chorych strzelano w łóżkach, starszych na cmentarzu, młodych spędzano do bóżnicy i wywożono do Sobiboru. Do Bełżca w tym czasie więcej nie wywożono. Według naszych spostrzeżeń i obliczeń, pociągów jadących do Bełżca było około 2 miliony Żydów.

    Po 3 dniach, gospodarz wygnał mnie z domu. Z małymi dziećmi poszłam przed siebie w straszliwy mróz, do wsi gdzie moja dziewczynka 10 letnia była u chłopa jako pastuszka, poszłam przez rzeki i lasy. Chłopka ta nie wpuściła mnie, bo bała się sąsiadów. Tej samej jeszcze nocy poszłam do Dachnowa 9 km. I tu nikt nie chciał nas wpuścić. Dzieci zmarznięte, głodne, płakały, nikogo to nie wzruszało. Poszłam do małego lasku i tam byłam świadkiem akcji na Żydów z Lubaczowa. Było to cztery km. Od Lubaczowa. Czterej Ukraińcy i Niemcy strzelali. Żydzi ustawiali się rzędem i po kolei strzelano ich w kark. Ponieważ na każdą ofiarę przeznaczono tylko jedną kulę, postrzeleni, ranni tylko, porzuceni, w rowach umierali po kilka godzin, inni biegali po łące, dopóki nie zamarzli. Po tym przychodzili chłopi ze wsi z siekierami, ucinali nogi z butami zamarzniętych, palce u rąk z pierścionkami. Takie egzekucje odbywały się przez 10 tygodni. Polacy i Ukraińcy wyłapywali Żydów w bunkrach.

    3 dni byłam w lesie. Nocą chodziłam żebrać kawałek chleba dla dzieci. Później ukrywałam się we dnie w stodołach, w stajniach, zakopana w sianie bez wiedzy gospodarzy. Długo to jednak nie było możliwe i wróciłam do lasu. Akurat odbywało się polowanie na zające. Niemcy widzieli mnie. Ukraińcy krzyczą:
    Jude, Jude !
    ........................................................................................ (brak 4 strony)

    Przecież nikomu nic złego nie zrobiła. Rano zabrano ją do lasku. Widziałam to z daleka. Wiedziałam, że tam odbędzie się egzekucja. Jeszcze błagała Ukraińca na klęczkach, ze łzami w oczach, by ją puścił, jeśli mnie zabijesz, woła, to moja krew nie da ci spokoju. Nic nie pomogło. Dziecko musiało czekać, aż przyjedzie transport z Lubaczowa 200 ludzi. Błagała, by ją najpierw zastrzelił. Zastrzelił ją. Jestem prosta kobieta, nie umiem powiedzieć com przeszła, patrząc na śmierć mego niewinnego dziecka.

    Wałęsałam się w tej wiosce do 2 lutego od 13 stycznia. Mieliśmy odmrożone nogi, głód. Bez wiedzy gospodarzy spędzaliśmy noce w stodołach. Gdy pytałam dziecko, głodny jesteś Janku ? odpowiadał: po co pytasz, czy pomożesz mi ? Już byłam całkiem zrezygnowana. Dzieci już nie mogły dłużej wytrzymać, prosiły o śmierć. Poszłam znowu ciemną nocą 9 km. do gospodarza, któremu oddałam majątek. Wypędził mnie. I tak potem sami Niemcy go zastrzelili.

    Postanowiłam oddać się w ręce Niemców. Starszy chłopak nie mógł już chodzić. Wreszcie ulitowała się nad nami nieszczęsnymi jedna chłopka. Pozwoliła nam zostać w stodole pod sianem. Dała nam zupę. Od czterech tygodni nie zdejmowaliśmy butów. Starszego syna bolała noga, nie mogłam zdjąć buta, przecięłam but, dziecko miało zupełnie odmarzniętą stopę. Odcięłam mu stopę zwykłym nożem. Dziecko nie płakało, ja byłam już zupełnie skamieniała. Nie miałam bandaża, szmaty, lekarstwa. Zdjęłam jedną koszulę z siebie i zawinęłam dziecku nogę. Po dwóch dniach koszula po prostu zgniła od krwi, ale dziecko zakażenia nie dostało. Po tym owinęłam mu nóżkę sianem i słomą i dźwigając dziecko na rękach, plecach, wlokłam się po wsiach i wioskach. Najmniejszy syn lat 5 miał odmrożone paluszki u nóg, bez bucików, nóżki owinięte w szmaty, poranione od grud. Wreszcie jedna chłopka wzięła mi chore dziecko, obiecałam jej złoto, gdy wykopię je z kryjówek, ukryła dziecko w stodole.

    Feiga Kramer urodzona w 1906 r. w Lubaczowie, więzień obozu w Lackach, wspomnienia, Żydowski Instytut Historyczny.
    Wywiad nie skończony zeznająca wyjechała z Polski.

    <:: Powrót
    Do góry Wszystkie prawa zastrzeżone. All rights reserved © 2001-2007
    .