::> Menu
  • Strona główna
  • Zdjęcia
  • Historia
  • Pamiątki
  • Pocztówki
  • Wspomnienia
  • Kroniki
  • Rejestr
  • Cmentarz
  • Litografie
  • Marian Kopf
  • FODZ
  • Listy
  • O stronie
  • Kontakt
    ::> News
  • Szkolenie Wojewódzkie Lubelska jesziwa
  • Ogólnopolska prezentacja Synagoga Nożyków w Warszawie
  • Wizyta Rabina (15 Listopad 2006)
    ::> Konkursy
  • Konkurs 2005/2006
  • Konkurs 2006/2007
    ::> Warto zajrzeć
  • Nasze gimnazjum
  • Lubaczow
  • Fodz.pl
  • Centrum Windows
  • ::> Wspomnienia - Franciszek Haliniak

    Biografia Franciszka Haliniaka

    Major pożarnictwa w stanie spoczynku Franciszek Haliniak urodzony 2 sierpnia 1927 r. w Horyńcu, gdzie się wychował i mieszka do dnia dzisiejszego. Syn Józefa, miał dwóch braci. Ukończył szkołę podstawową w Horyńcu oraz Liceum Ogólnokształcące w Lubaczowie. Po zakończeniu służby wojskowej w 1952 r. rozpoczął pracę w Komendzie Powiatowej Straży Pożarnej w Lubaczowie. Po niedługim stażu skierowany został do Szkoły Oficerów Pożarnictwa w Warszawie. Jako absolwent S O P w 1956 roku został powołany na stanowisko Komendanta Powiatowego Straży Pożarnej w Lubaczowie. Funkcję tą pełnił aż do 1989 roku, gdy odszedł na emeryturę.

    Wspomnienia Franciszka Haliniaka
    O horynieckich Żydach z okresu, kiedy byli naszymi sąsiadami, a dzieci żydowskie z dziećmi Polaków i Ukraińców razem uczęszczały do szkoły. Opis tragicznych losów horynieckich Żydów w okresie hitlerowskiej okupacji w latach 1941 - 1944 r.

    Przeżyłem trochę lat, widziałem wiele w tym okresie, szczególnie w okresie wojny i działań różnych band w okolicy Horyńca. Wiele widziałem również podczas mojej służby wojskowej, pełnionej w Samodzielnym Pułku Ochrony Rządu w Warszawie oraz długoletniej pracy-służby w ochronie przeciw pożarowej na terenie powiatu lubaczowskiego.

    Wychowany byłem w rodzinie chrześcijańskiej, a nasłuchałem się różnych ideologii. Jestem przekonany, że każda ideologia i związany z nią porządek realizowany jest przy pomocy siły prawa - prawa ustalonego przez aktualnych panujących.

    Wojska hitlerowskie na sprzączkach pasów głównych przy mundurach miały wygrawerowany napis: "Got mit uns" (Bóg z nami), lecz postępowanie Niemców ze zniewolonymi narodami było rażąco sprzeczne - niezgodne z boskimi przykazaniami.

    Stalinowcy głosili, że Boga nie ma i obiecywali stworzenie raju na ziemi w życiu doczesnym. Widzieliśmy i przeżyliśmy też tragiczne, stalinowskie - bolszewickie rządy.

    Widziałem jak różne ideologie były urzeczywistniane, a obecnie też obserwuję, jak głosiciele nowych idei i ich sojusznicy postępują prywatnie w życiu osobistym. Najczęściej widzi się rażące sprzeczności z głoszonymi hasłami.

    Po tym krótkim wstępie postaram się obiektywnie, według własnego sumienia opisać sprawy współżycia Żydów z miejscową ludnością, a szczególnie barbarzyńskie mordowanie Żydów w okresie okupacji hitlerowskiej.

    Żydzi - Izraelici to ludzie tacy sami jak my. Różnili się mową, używaną w porozumiewaniu się między sobą.1 Różnili się też swoimi obrzędami religijnymi, a niektórzy, szczególnie starsi mężczyźni, nosili charakterystyczny ubiór tj. czarne długie płaszcze, czarne kapelusze, a pod kapeluszami czarne jarmułki na głowie. Mężczyźni nosili też długie brody i pejsy tj. kręcone w formie korkociągu włosy na skroniach w okolicy oczu. Żydzi stanowili odrębną mniejszość narodową, wzajemnie popierali się i solidarnie wspomagali. Byli nawet żebracy żydowscy, którzy chodzili żebrać tylko u Żydów. Żydzi unikali bliższych kontaktów z chrześcijanami. Uważam, że religia im na to nie pozwala. W Horyńcu zajmowali się przeważnie handlem, mieli sklepy, prowadzili handel obnośny i pośrednictwo handlowe, zajmowali się też usługami oraz rzemiosłem, a bardzo rzadko rolnictwem.

    Stosunki międzyludzkie, sąsiedzkie były poprawne i tolerancyjne. Szanowało się wówczas wykształconych Żydów np.: lekarzy, czy adwokatów. W Horyńcu w Gminnej Radzie (do wybuchu wojny w 1939r) zasiadał też Żyd, Dawid Kenig, który był jednocześnie religijnym zwierzchnikiem dla żydów. W bożnicy przewodził w modłach podczas szabasu i świąt żydowskich.

    Istniały wobec Żydów zadawnione urazy z tytułu oszustw handlowych. (Wiem to z opowiadania moich rodziców) Po pierwszej wojnie światowej, już w niepodległej Polsce, przed walutą złotówkową była "polska marka", która pod koniec swego obowiązywania uległa ogromnej dewaluacji. Zajmujący się handlem Żydzi, byli lepiej poinformowani o polityce walutowej. Za zdewaluowane marki kupowali u nieświadomych chłopów-rolników krowy i konie. Kiedy chłop zorientował się o wartości otrzymanych za konia marek, mógł już kupić za nie np. koguta lub kurę.

    W okresie, który już dobrze pamiętam, bo w 1939 r miałem 12 lat, w Horyńcu było kilkanaście żydowskich sklepów. Sklepów z tak zwanymi towarami mieszanymi, gdzie w prymitywnych pomieszczeniach sprzedawano naftę do lamp oświetleniowych, papierosy, tytoń, chleb, bułki, cukierki, zeszyty do szkoły, różne wyroby żelazne np.: gwoździe, zawiasy oraz materiały włókiennicze.

    Naprzeciw naszego domu był jedyny nie żydowski sklep. Właścicielem był pan Karol Stolle, który oprócz towarów podobnych jak w sklepach żydowskich, sprzedawał też słoninę, kiełbasy, skwarki, smalec tj. wieprzowinę. Żydom religia zabraniała nie tylko spożywania wieprzowiny, ale nawet jakiegokolwiek kontaktu ze świnią.

    Po 1935 r w Horyńcu powstał sklep Kółka Rolniczego i mieścił się w willi "Aleksandrówka", naprzeciw cerkwi- kaplicy2. Około 1937 r powstał sklep wspólnoty ukraińskiej tzw. "Kooperatywa" w prywatnym domu, tu gdzie dzisiaj stoi dom pana Leszczyńskiego.

    Następnie założył sklep pan Szymeczko, zwany "Hawrysz" oraz pan Wojnar, który sklep miał w suterynach willi "Halina" obok szkoły. Tworzyła się konkurencja handlowa, a żydowskie sklepy czuły się zagrożone. Pan Wojnar prowadził antyżydowską propagandę, popieraną przez wszystkie sklepy katolickie. Gdy kupowaliśmy u pana Wojnara np. ołówek, obsadkę do stalówki, itp. rzeczy, pan Wojnar zawsze dawał bezpłatnie bibułę do wysuszania pisma atramentowego. A na każdej bibule było antyżydowskie hasło, np. "Ręka rękę myje, kto kupuje u Żyda, myje ręce czyje" oraz rysunek - karykatura Żyda z dużą ręką, pokrytą krostami i napis "parch". Były też różne inne napisy i karykatury na tych bibułach.

    Przykładem ostrej konkurencji handlowej między sklepami - walki o klienta był taki oto fakt. Kiedy umarł pan Stolle, jego żona sprzedała dom i sklepowe resztki. Kupił to Ukrainiec pan Włodymyr Menczak, który poważnie zapożyczył się i otworzył sklep o podobnym zaopatrzeniu, jak pan Stolle. Okoliczni Żydzi, którzy mieli w sąsiedztwie sklepy, jak np. Lampel, Reichler, Scherer, Szprung, Reiner i inni, obniżyli ceny towarów w swoich sklepach, aby ludzie szli do nich kupować, a nie u Menczaka. Pan Menczak nie mógł sobie pozwolić na podobną obniżkę cen i omal nie zbankrutował. Dopiero ksiądz greckokatolicki Steczyszyn3 w cerkwi, podczas kazania apelował do swoich parafian, aby nie pozwolili zginąć swojemu ziomkowi i szli kupować do pana Menczaka. I tym sposobem sklep Menczaka utrzymał się.

    Konkurencja i inne wynikające z niej następstwa powodowały antagonizmy, podsycane przez jedną i drugą stronę konfliktu. Tworzył się klimat do różnych chuligańskich wybryków przez elementy zwane wówczas batiarami4. Na przykład: do dnia dzisiejszego stoi drewniany dom na skraju zabudowań przysiółka zwanego Trusze Małe. Budynek ten był własnością Żyda, nazywającego się Josek, Szprung, który zajmował się krawiectwem. Batiary, wracając późnym wieczorem z Horyńca w kierunku przysiółka Ruda, czy Wólki, rzucali kamieniami, wybijając okna u krawca Szprunga. Szprung zmuszony był wykonać okiennice, które wieczorem zamykał, osłaniając okna. Okiennice te były jeszcze długo w tym domu po zakończeniu wojny w 1945 r.

    Antagonizmy w różnej formie nasilały się w latach 1935 - 1939 i trafiały na podatny grunt powszechnego bezrobocia, tłumaczonego często tym, że Żydzi opanowali handel i gospodarkę. Nawet przeciętny chłop-rolnik mieszkający w zapadłej wiosce, był nieświadomy i powszechnie oszukiwany w handlu, dlatego podatny był na różnego rodzaju propagandę antyżydowską.

    Klimat antyżydowski udzielał się nawet nam dzieciom szkolnym, bo mimo tego, że siedzieliśmy z Żydami w ławce szkolnej podczas lekcji, to urządzaliśmy z sąsiednimi Żydkami wojnę na kamienie i wołaliśmy "bij Żyda". Zwyciężaliśmy, bo było nas więcej. Mali Żydzi uciekali, a za przypadkowo wybite żydowskie okna, nasi rodzice musieli płacić, a nam dostawało się lanie w skórę.

    Według opowiadań moich rodziców i innych osób starszych, w Horyńcu przybywało rodzin żydowskich wraz z rozwojem uzdrowiska w latach 1925 - 1935 r. Przyjezdni Żydzi wykupili od miejscowych rolników działki w pobliżu łazienek uzdrowiskowych.

    Wybudowali na nich swoje domy, założyli sklepy, a nawet zbudowano kilka willi z przeznaczeniem na wynajem pokoi dla kuracjuszy żydowskich. Żydzi u katolików nie chcieli mieszkać z różnych względów, szczególnie ze względów religijnych.

    W szkole powszechnej w Horyńcu, do której uczęszczałem, w mojej klasie na około 30 uczniów było 7 dzieci żydowskich, takich jak: Mendel Weniger, Fela Kenig, Srul Lempel, Lejzor Weinberger, Surka Baumel i bracia Siulim oraz Herszko Scherer.

    W Horyńcu była synagoga-bożnica. Był to drewniany, parterowy budynek, kryty blachą, oszalowany i z zewnątrz pomalowany na niebiesko. Zlokalizowany był przy obecnej ulicy Zdrojowej, dokładnie naprzeciw obecnego domu mieszkalnego pana Żesławskiego. Bożnica miała od strony wschodniej strzelistą wieżyczkę, a w ścianie szczytowej okrągłe okno z różnokolorowym oszkleniem. Od strony zachodniej przy bożnicy była izba lekcyjna, gdzie nauczyciel Menes Lewental uczył pisma hebrajskiego. Na naukę hebrajskiego po lekcjach w szkole powszechnej uczęszczali tylko chłopcy, Żydówki nie chodziły na naukę hebrajskiego, ani też nigdy nie widziałem, aby chodziły do bożnicy. Bożnica spaliła się podczas okupacji hitlerowskiej. Ktoś celowo podpalił ją.

    W 1938 r. Właściciel uzdrowiska pan Karłowski5 zorganizował w Horyńcu rozgrywki zespołów piłki nożnej z Kresów Wschodnich. W rozgrywkach uczestniczyła drużyna żydowska o nazwie "Hasmoneja". Były też drużyny o nazwach: Polonia, Junak, Czarni, Ukraina i inne, których nazw już nie pamiętam. Kiedy w meczu grał "Hasmoneja", do Horyńca przyjeżdżało wielu Żydów z Rawy Ruskiej, Niemirowa, Jarosławia i Tomaszowa.

    Zbliżający się wybuch drugiej wojny światowej trwożył nie tylko Żydów. Zbliżały się ciężkie czasy. Kiedy wojska hitlerowski weszły do Horyńca i do napotykanych Żydów mówili z drwiącym uśmiechem "jude", "jude"- było to złowróżbne nie tylko dla Żydów.

    Po kilkunastu dniach od wschodu weszły wojska sowieckie i sytuacja dla Żydów odmieniła się. Zaraz po wejściu Armii Czerwonej kilku Żydów z Horyńca wraz z innymi, których nie znałem, nałożyli czerwone opaski na rękawy i tworzyli namiastkę milicji sowieckiej.6 Dalej już nie zauważało się jakiegoś szczególnego uprzywilejowania Żydów, którzy nie uruchamiali swoich sklepów, ani już tak manifestacyjnie nie chodzili do bożnicy.

    W szkole pod okupacją sowiecką, gdzie językiem wykładowym był ukraiński, na naukę uczęszczali razem: Polacy, Ukraińcy i Żydzi. Tylko nie wolno było mówić Żyd, a trzeba było na Żyda mówić "Jewrej".

    Języka niemieckiego uczyła nas Żydówka - Jewrejka, która uciekła z okupacji hitlerowskiej, a nazywała się Elza Salmonówna Grinberg. Do naszej klasy w szkole sowieckiej przyszła dziewczyna Jewrejka, nazywała się Gala Berenshtein, która z rodzicami również przybyła z okupacji hitlerowskiej. Granica była blisko: Cieszanów, Narol, Jarosław były już po stronie niemieckiej. Gala Berenshtein przychodziła do szkoły ładnie ubrana w jedwabny granatowy fartuch szkolny. Dzieci nasze ani też dzieci sowieckie, które chodziły z nami do szkoły, nie miały takiego ubrania. Po kilku miesiącach Gala już nie chodziła do szkoły, a dzieci żydowskie mówiły, że ją i jej bliskich wywieziono do Rosji, ponieważ była to rodzina kapitalistów.

    Uderzenie wojsk niemieckich na ZSRR w nocy z 21 na 22 czerwca 1941 r. zmieniło sytuację ludności żydowskiej w Horyńcu. Jeżeli któryś z Żydów uciekł w głąb Rosji lub został tam wywieziony, ten ewentualnie ocalał. Na przykład Gala Berenshtein, o czym dowiedziałem się od spotkanej później Rosjanki, która chodziła do szkoły w Horyńcu w 1940 r., uzyskała wyższe wykształcenie i została profesorem w Moskwie.

    W Horyńcu pod okupacją hitlerowską uprzywilejowana była ludność ukraińska. Administrację lokalną oraz policję tworzyli Ukraińcy. Natomiast Żydzi byli prześladowani i nieludzko niszczeni. Już w pierwszych dniach okupacji wprowadzono dla Żydów obowiązek noszenia białej opaski z gwiazdą Dawida na rękawie lewej ręki. Żydowi nie wolno było iść chodnikiem i poboczem drogi, a mógł iść tylko środkiem jezdni. Policja ukraińska wykonująca zarządzenia władzy hitlerowskiej, organizowała grupy Żydów, zmuszając ich do najbardziej uciążliwych robót, nie dając im za to żadnego wynagrodzenia.

    Hitlerowskie Niemcy w 1943 r. opanowały już prawie całą Europę oraz część Afryki. Kolaboranci, którzy sprzymierzali się z hitleryzmem, widząc potęgę faszystowskich Niemiec, chcieli się im przysłużyć, więc bezkrytycznie wykonywali polecenia. Kolaborantów w niemieckich mundurach, hitlerowcy wykorzystywali do najbardziej nieludzkich akcji przeciwko wszelkim ruchom oporu antyhitlerowskiego, a szczególnie do masowego mordowania ludności żydowskiej.

    W Horyńcu na przestrzeni od mostu do przysiółka Ruda, przy obecnej ulicy Zdrojowej mieszkało około 20 rodzin żydowskich, a ogółem na terenie miejscowości znajdowało się ponad 35 rodzin żydowskich. Ponadto mieszkali również we wsiach: Puchacze, Brusno, Radruż, Nowiny, Wólka i Werchrata.

    Opisując rodziny żydowskie, piszę, szczególnie imiona, tak jak je potocznie wymawiano:

    1. Jankiel Szprung posiadał olejarnię. Jego brat Merszko był szewcem, mieszkali w przysiółku Ruda nieopodal Czubryta i Sienkiewicza. Jankiel z żoną miał dwie córki: Feigę i Mirkę oraz dwóch synów bliźniaków: Herszka i Motia, mieli oni po około 20 lat.

    2. Josek Szprung z żoną miał dwoje małych dzieci, mieszkał na skraju przy obecnej ulicy Zdrojowej, naprzeciw gospodarstwa Grenia. Jego dom mieszkalny nie został spalony i stoi do chwili obecnej. Josek zajmował się rzemiosłem - był krawcem.

    3. Berko Szprung mieszkał obok, wraz z żoną miał kilkoro małych dzieci. Ich dom był parterowy i drewniany. Berko zajmował się skupowaniem cieląt, handlował mięsem - cielęciną wśród ludności żydowskiej.

    4. Slojma Lempel z żoną nie mieli dzieci. Z zawodu był piekarzem. Miał murowany dom, kryty dachówką. W domu mieściła się piekarnia, z której zaopatrywał w pieczywo prawie wszystkie sklepy w Horyńcu.

    5. Josek Scherer z żoną mieli dwóch synów, którzy chodzili ze mną do szkoły. Scherer miał drewniany, parterowy dom kryty blachą zaraz przy zbiegu drogi od Grenia do ul. Zdrojowej. Prowadził sprzedaż alkoholi i papierosów, miał też bufet z alkoholem w willi "Lwowianka".

    6. Abraham Baumel z żoną mieli dwóch synów: Josek lat 17 i Mojsio lat 20, oraz dwie córki: Feiga ponad 20 lat i Surcia lat 12, z którą uczęszczałem do szkoły. Baumel zajmował się pośrednictwem handlowym, przy zaopatrywaniu kopalń w drewniane stemple.

    7. Szymon Szprung z żoną mieli dwóch synów: Herszko lat17 i Josek 10 lat. Posiadali dom mieszkalny po północnej stronie obecnej ulicy Zdrojowej naprzeciw zabudowań pana Ważnego. Był to parterowy budynek, kryty blachą, w którym był sklep. Obok znajdowała się parterowa willa, do wynajęcia dla kuracjuszy.

    8. Samuel Reinbach i jego żona Hancia mieli czwórkę dzieci: Herszko lat18, Mirka lat15, Jabrumek lat 14 i Lejzor lat 12, z którym uczęszczałem do szkoły. Reinbach był rzeźbiarzem i wykonywał kamienne nagrobki dla Żydów. Posiadali duży, parterowy, drewniany dom, gdzie obecnie ma nowobudowany dom pan Burda.

    9. Mozes Lempel z żoną Rafką mieli dzieci: Fryda lat 18, Motio lat 15, Srul lat 12, chodził ze mną do szkoły, Blimka lat 8. Mieszkali w parterowym, drewnianym domu, pokrytym blachą. Mozes wypiekał bułki i rogaliki, które roznosił, zarabiając na życie.

    10. Gołda Salzberg miała dwóch synów w podeszłym wieku. Jej mąż mało przebywał w Horyńcu. Prowadził gdzieś jakieś interesy. Mieszkali u zbiegu drogi z łazienek do ulicy Zdrojowej. Około 1937 roku sprzedali dom wraz z parcelą, a kupił to pan Argasiński z Lubaczowa. Budynek ten po przebudowie stoi do chwili obecnej.

    11. Berko Reiner i jego żona Chana mieli trzech dorosłych synów. Elko, Hinrich, Motio. Najstarszy Elko był żonaty. Wraz z żoną mieli małe dzieci. Posiadali drewniany, parterowy dom, kryty blachą, w którym był sklep i obok dużą, drewnianą, parterową willę na wynajem dla kuracjuszy. Widziałem pogrzeb zmarłego Berka Reinera. Z budynku wynosili go w dużej, drewnianej skrzyni, która z boków miała uchwyty, takie jak są przy kastrach na zaprawę murarską. Wynosiło go czterech Żydów. Skrzynię położono na furmance, która powiozła ciało na cmentarz w Niemirowie.

    12. Jośko Lempel, starszy Żyd, mieszkał obok Reinera. Wraz z nim mieszkała stara Żydówka - jego siostra. Jośko był chory na oczy. Jedno oko było wypukłe, prawie na wierzchu. Mieszkał w drewnianym, krytym słomą domu, za którym była szopa, kryta dachówką, w której miał olejarnię.

    13. Herszko Werker z żoną i córką - ok.. 20 lat. Mieli duży, murowany, piętrowy dom, gdzie znajdowały się pokoje do wynajęcia dla kuracjuszy. Za dużym domem znajdował się mniejszy, ale też murowany dom, w którym mieszkali. Posiadał małe podwórze i stajenkę, w której trzymał konia. Herszko miał w Radrużu ziemię, którą uprawiał jako rolnik. W jego domu za czasów okupacji sowieckiej znajdowała się siedziba NKWD i Milicji.

    14. Menes Lewental i jego żona Frejga mieli troje dzieci: Dworka w wieku ok. 20 lat, Pelśkę lat18 i Mojsio ponad 20 lat, był on żonaty. Mieli przy obecnej ulicy Krótkiej, parterowy dom mieszkalny, kryty blachą. Menes był nauczycielem języka hebrajskiego, w bożnicy uczył żydowskich chłopców pisać po hebrajsku. Widziałem wesele Mojsia Lwentala. Grali muzykanci żydowscy, a mężczyźni tańczyli z mężczyznami. Kobiety nie tańczyły wcale. Po wypędzeniu Żydów do getta w Lubaczowie, Mojsio Lewental ukrywał się kilka tygodni w zabudowaniach nadleśnictwa, odległych około 350 metrów od jego zabudowań. Schwytany przez policję został zastrzelony koło budynków folwarku i tam gdzieś zakopany.

    15. Rozental z żoną mieli syna w wieku 15 lat. Mieszkali w drewnianym krytym strzechą domu - własności Edki Weinbergera, która miała koło tej posesji ok. 2 ha ziemi uprawnej. Rozental zajmował się rytualnym, koszernym zarzynaniem drobiu i cieląt na potrzeby horynieckich Żydów. Przed każdym szabasem i świętem żydowskim u rzeźnika Rozentala ustawiały się kolejki z kogutami, kurami i gęśmi. Syn Rozentala uczęszczał gdzieś do zakonnej szkoły żydowskiej. Kiedy przyjeżdżał do rodziców, widziałem go, chodził w czarnym specjalnym mundurku i nosił czapkę w formie rondelka z małym daszkiem. Miał długie kręcone pejsy, a włosy na głowie krótko ostrzyżone.

    16. Ozjasz Kenig z żoną i dwie córki: Fryda lat 17 i Pepcia lat 14. Przy obecnej ulicy Zdrowej mieli ładny, drewniany dom. Ozjasz był chyba najbogatszym Żydem w Horyńcu. Zajmował się handlem drewnem. Zaopatrywał kopalnie w drewniane stemple. Córki Ozjasza dzięki metrykom kościelnym, wydanym przez księdza proboszcza Łukasza Krukara, jakoś ukryły się w Krakowie, przy rodzinie Kopiaszów. (Wiem o tym z opowiadań pani Kopiasz, która była kierowniczką w kuchni szpitalnej w Lubaczowie). Po wojnie wiosną 1945 r. przyjechały do Horyńca. Nocowały kilka nocy u najbliższego sąsiada Hejnowicza. Chodziły do kościoła w Horyńcu. Według różnych wersji opowiadań, córki Keniga wykopały jakieś kosztowności, ukryte przez ich rodziców i gdzieś zaginęły, bo mimo upływu lat, nie dały żadnej wieści. W ich budynku w tym czasie była siedziba posterunku Milicji Obywatelskiej. Pod okupacją sowiecką w tym domu znajdowała się siedziba Rejonowego Komitetu Partii WKPbU. Za czasów okupacji hitlerowskiej w budynku była siedziba policji ukraińskiej. Budynek ten został spalony podczas napadu UPA na posterunek M O w Horyńcu.7

    17. Glajach - adwokat ze Lwowa, obok Keniga miał piętrową willę "Lwowianka". W willi tej był sklep i bufet, prowadzony przez J. Scherera.

    18. Heinrich Reichler, jego brat Moniek i ich matka - staruszka, mieli drewniany dom parterowy, kryty blachą przy obecnej ulicy Zdrojowej. Prowadzili sklep - bufet z alkoholami i piwem. W okresie letnim sprzedawali też lody. Obok tego domu Reicherowie mieli drewnianą willę o nazwie "Dobra". Willa ta przylegała do budynku bożnicy. Podczas zjazdu lekarzy zorganizowanego przez pana Karłowskiego w 1937 r. w tej willi na werandzie obok bożnicy leżał zmarły Żyd - lekarz, który jak mówili ludzie, zmarł gdyż wypił za dużo wódki.

    19. Henrich Reinbach - lekarz uzdrowiskowy, mieszkał z żoną i dwojgiem dzieci w budynku, gdzie obecnie mieści się poczta w Horyńcu. Podczas okupacji sowieckiej wraz z rodziną wyjechał.

    20. Jośko Salzgerg, zwany "pachciarz", z żoną i kilkorgiem dorosłych dzieci mieszkał w dużym, parterowym, drewnianym domu, krytym gontem. Zabudowania Salzberga znajdowały się na terenie pomiędzy obecną ulicą Sobieskiego, a zabudowaniami pana Roszko. Salzberg skupował z folwarku oraz od niektórych rolników mleko i w swoim domu przerabiał je na sery i masło. Zaopatrywał wszystkie sklepy i restauracje w Horyńcu.

    21. David Kenig, Motio Kenig, Jankiel Kenig z rodzinami mieszkali w swoim domu przy obecnej ulicy Wojska Polskiego (dawniej przysiółek Górka). W tym miejscu stoi obecnie nowo zbudowany dom pana Sikory. Kenigowie w swoim domu prowadzili sklepy. David miał sklep bławatny, Motio ze skórą na wyrób obuwia i z wyrobami żelaznymi np. gwoździami. Jankiel Kenig prowadził jakieś interesy w Austrii, lecz uciekł, gdyż Hitler groził Austrii aneksją. Jankiela powszechnie przezywano "Hitler". Jego córka chodziła ze mną do szkoły.

    22. Edka Weinberger była wdową, miała dwoje dorosłych dzieci: Jumena i Feigę. Edka posiadała drewniany, parterowy dom, w którym mieścił się sklep artykułów mieszanych. W tym domu mieszkał również jej brat Lejba Kenig i miał sklep towarów bławatnych. Syn Edki podczas okupacji sowieckiej był ekspedientem, sprzedawał w sklepie tzw. "Rejmahu" (Rejonowy Dom Towarowy).

    23. Ciupa Kenig mieszkała w małym, drewnianym, krytym słomą domu z tyłu za zabudowaniami pana Ciska. Miała pełnoletniego syna, który był umysłowo chory. Ciupa prowadziła handel obnośny. Sprzedawała sacharynę, kamyczki do zapalniczek i inne drobne towary.

    24. Baruch Weniger z liczną rodziną mieszkał blisko, w odległości ok. 300 metrów od kościoła na Miasteczku (obecnie ulica Wojska Polskiego). Wenigerowie żyli biednie, mieli drewniany, parterowy dom. Najmłodszy syn Wenigera Mendel chodził ze mną do szkoły. Najstarszy syn Wenigera Mojsio, który w 1939 roku miał około 25 lat, przechował się cały okres okupacji hitlerowskiej, dzięki pomocy rodziny Wużyńskich, która to rodzina zapewniała mu warunki do przetrwania. Po 1945 roku Mojsio Weniger wyjechał do Kanady, skąd przyjechał, aby podziękować, szczególnie Michalinie Haliniak z domu Wużyńska, która najbardziej przyczyniła się do uratowania mu życia. Mojsio zmarł w Kanadzie, a do Horyńca przyjeżdżali jego synowie, zobaczyć miejsca, gdzie ukrywał się i przeżył ich ojciec. Michalina Haliniak otrzymała medal "Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata".

    25. Haskiel z rodziną mieszkał na końcu przysiółka Miasteczko przy drodze do Werchraty i Rawy Ruskiej. Miał sklep towarów mieszanych i bufet z alkoholem. Prowadził taką przydrożną karczmę.

    26. Wolko Salzberg mieszkał z rodziną w przysiółku Sioło, obecnie ul. Myśliwska. Miał mały, drewniany dom przy drodze, wiodącej z przysiółka Sioło do cmentarza. Zajmował się handlem końmi i bydła.

    27. Horoszowsky z żoną miał dwóch synów w wieku około 15 - 16 lat, mieszkali w przysiółku Sioło w środku wsi. Miał zabudowania typowe dla gospodarstwa rolnego. Zajmował się rolnictwem. Posiadał konia, krowy i hodował drób. Posiadał ziemię orną, którą uprawiał wraz rodziną. Zewnętrznie niczym nie wyróżniał się od innych chłopów - rolników.

    28. Taller z żoną i dwiema dorosłymi córkami mieszkali za torem kolejowym przy stacji PKP. Mieli drewniany, parterowy, kryty blachą dom mieszkalny. Teller pracował u innych bogatych Żydów, zajmujących się dostawą stempli do kopalń. Dozorował składy drewna i dopilnowywał załadunku drewna na wagony PKP.

    29. Arak (imienia nie znam) mieszkał w budynku przy tartaku. Był fachowcem od agregatu prądotwórczego, jaki był w tartaku i zaopatrywał w prąd elektryczny pałac, folwark i niektóre budynki na terenie Horyńca.

    Tak kolejno, bardziej szczegółowo lub mniej, w miarę tego, co zapamiętałem lub uzyskałem z informacji od starszych osób, które sąsiadowały z tymi Żydami, opisałem poszczególne rodziny żydowskie w Horyńcu. Z kolei przejdę do opisu znanych faktów nieludzkiego traktowania Żydów przez hitlerowców i osoby kolaborujące, wysługujące się hitlerowcom.

    Pierwszym aktem masowego bestialstwa wobec Żydów był ich pogrom, urządzony jesienią 1942 r.

    Nocą, kiedy obowiązywała godzina policyjna, usłyszeliśmy u sąsiadujących Żydów (w odległości 50 - 150 metrów) łomot, brzęk tłuczonego szkła, lamenty, krzyki, płacz dzieci i kobiet. Słychać było kilka wystrzałów. Baliśmy się wyjść na ulicę. Rano, kiedy było już widno, wyglądnęliśmy na ulicę i na zabudowania Żydów. Okna powybijane, drzwi pootwierane lub wyłamane, a wychodzący z ukrycia Żydzi, byli posiniaczeni, zakrwawieni, utykający. Kto dokonał tego pogromu można było się domyśleć? W Horyńcu w tym czasie oprócz policji i niemieckiego komendanta wojskowego nazwiskiem Sztrof i przebywających tu na urlopie w niemieckich mundurach ukraińskich chłopców, którzy na ochotnika poszli na służbę do dywizji SS Galizien, nikt inny nie mógł czegoś podobnego dokonać.8 Za kilka dni po tym pogromie ukazały się plakaty w języku niemieckim, ukraińskim i polskim, głoszące, że zgodnie z zarządzeniem władz niemieckich Żydzi obowiązani są w okresie 24 godzin, od ukazania się zarządzenia, opuścić Horyniec oraz okolice i udać się do getta w Lubaczowie. Nie zastosowanie się do zarządzenia, groziło karą śmierci. Jednocześnie było to ostrzeżenie dla pozostałej ludności polskiej, czy ukraińskiej, że ukrywanie Żydów lub udzielanie im jakiejkolwiek pomocy, jest również zagrożone karą śmierci.

    Żydzi wynajmowali furmanki, na które nie wiele mogli załadować. Sadzali na nie dzieci, starców, trochę mienia i szli obok, tak załadowanych furmanek do getta w Lubaczowie.

    Wielu szczególnie młodych Żydów nie zastosowało się do nakazu udania się do getta i pozostali gdzieś, ukrywając się. Słyszałem o tym, że po kilku tygodniach schwytano Mojsia Lewentala, którego policja zastrzeliła. Widziałem z ukrycia jak policjant prowadził dwóch sąsiedzkich Żydów Szprungów. Młodszy Josek lat 10 i starszy Herszko lat 17. Młodszy był boso, mimo że ziemia była przyprószona śniegiem, szedł do tyłu, twarzą zwrócony do policjanta i błagał go, aby puścił ich wolno. Starszy szedł ze zwieszoną głową, trzymając za rękę młodszego. Za chwilę słychać było dwa wystrzały.

    Pod koniec zimy w 1943 roku do Horyńca przyjechało kilkudziesięciu uzbrojonych Niemców. Wcześnie rano szli na przełaj przez pola do lasu za Truszami. Otoczyli las tzw. obszar - młodnik i tam zastrzelili, uciekających dwóch Żydów. Ludzie ze wsi Trusze, którym kazano zakopać zabitych, rozpoznali, że byli to dwaj synowie Baumla Josek i Mojsio. Zakopano ich w lesie na skraju, gdzie droga z Wólki do Radruża wchodzi obustronnie w las.

    W tych czasach, kiedy tak powszechnie zabijano Żydów, niektóre osoby, szczególnie Ukraińcy, których synowie służyli w policji, albo też poszli na ochotnika do służby wojskowej w SS Galizien, mówili, jakby usprawiedliwiając zabijanie Żydów, że "Żydzi ukrzyżowali Jezusa Chrystusa" i wołali: " Krew jego na nas i na dzieci nasze".

    Ja, mając wówczas 15 lat, przeżyłem bardzo przykre chwile, kiedy będąc na drodze koło pana Benedyka, nagle zobaczyłem, że policjant prowadzi mężczyznę w wieku ok. 30 lat, bardzo wymizerowanego. Był to Żyd. Policjant kazał temu Żydowi zejść w dół na ścieżkę do strumyka i strzelił, zabijając go. Było to w odległości około 30 metrów ode mnie. Stałem jak wryty. Policjant krzykną na mnie, abym podszedł bliżej i kazał mi zakopać tego zabitego. Kiedy wykopałem dołek na głębokość ok. 80 cm (głębiej była woda), policjant przywołał do pomocy, idącego drogą Jaremę Szymeczko, który był niemową. Wraz z nim pogrzebaliśmy zastrzelonego. Kiedy zasypaliśmy tą mogiłę, usłyszeliśmy krzyk, płacz kobiecy i w odległości ok. 250 m od nas w pobliżu łazienek ujrzeliśmy, jak policjant i Niemiec Schtrow prowadzą kobietę, która szła do tyłu, twarzą była zwrócona do Niemca i głośno krzyczała. Płakała! Kiedy podeszli do wody, płynącej z fontanny koło łazienek, kobieta odwróciła się, aby przejść przez strumyk i w tym momencie Niemiec Schtrow strzelił z pistoletu w jej plecy. Kiedy upadła jeszcze dwa razy strzelił do leżącej. Policjant, pilnujący nas, kazał nam iść i zakopać też i tą zabitą Żydówkę. Była w wieku ok. 25 lat. Pogrzebaliśmy ją tam, gdzie została zabita. Dziś mogę dokładnie wskazać miejsca, gdzie pochowaliśmy tych zabitych. Po tym wydarzeniu przez kilka nocy nie mogłem zasnąć. To było straszne!

    Według rozkazu władz hitlerowskich do Horyńca skierowano Żyda - lekarza, bo panował tu tyfus i inne choroby zakaźne. Ten lekarz mieszkał na poddaszu u pani Józefiny Harasymowicz, naprzeciw naszego podwórza. Według relacji pani Harasymowicz: "pewnego dnia, kiedy lekarz wychodził z mieszkania, podeszło do niego dwóch policjantów ukraińskich i kazali mu wrócić do domu. Lekarz - Żyd mówił do policjantów, Że zgubił mu się klucz do mieszkania, a biegnąc po schodach na poddasze, wyrzucił go na zewnątrz budynku. Jeden z policjantów, który był na dole, zauważył to i wziąwszy klucz wszedł razem z innymi do mieszkania, gdzie znaleziono żonę i kilkuletnie dziecko. Zabrano całą rodzinę i Horyniec już nie miał lekarza.

    Na podobnych warunkach przebywał Żyd Arak, specjalista, który utrzymywał w sprawności agregat prądotwórczy na tartaku. Jakie były losy tego Żyda, nie wiem?

    Było jeszcze wiele przypadków schwytania, ukrywających się Żydów i rozstrzeliwania ich, o czym tylko słyszałem z opowiadań ludzi, którzy to widzieli.

    Z opowiadania moich rodziców i innych ludzi, bo było to głoszone powszechnie, wiem, że we wsi Słotwina koło Baszni gospodarz - rolnik ukrywał na swoim podwórzu Żydów. Ktoś zameldował o tym na policję. Przyjechali Niemcy i policja, otoczyli gospodarstwo, wyprowadzili ukrywających się Żydów na podwórze, gdzie wraz z całą rodziną tego gospodarza wszystkich rozstrzelano, a zabudowania spalono. Było to straszne ostrzeżenie.

    Widziałem taki fakt, jak drogą przez tor kolejowy szło dwóch mężczyzn bardzo wynędzniałych. Byli to niewątpliwie Żydzi. Na stacji w Horyńcu zatrzymał się chwilowo niemiecki pociąg (transport wojska na front wschodni). Koło wagonów chodził żołnierz niemiecki. Do tego żołnierza podszedł horyniecki mężczyzna - Ukrainiec i wskazując ręką na idących, mówił: "Jude, Jude". Żołnierz niemiecki zareagował tak - skierował karabin do tego mężczyzny, a ten ze strachu odszedł i Żydzi szczęśliwie poszli dalej.

    Przez stację kolejową w Horyńcu przejeżdżały transporty Żydów do Bełżca, do obozu zagłady. Kiedy transport taki zatrzymał się na stacji, słychać było jęki, krzyk i płacz jadących w transporcie Żydów. Byłem raz na stacji kolejowej, kiedy transport taki zatrzymał się. W towarowych wagonach były zamknięte drzwi, a okienka zakratowane drutem kolczastym. Unosił się przykry zapach z tych zatłoczonych wagonów. Jadący wyciągali poprzez druty w okienkach różne banknoty i prosili o trochę wody. Kolejarze zorganizowali jakiś odcinek węża i ze studziennej pompy ręcznej, skierowali strumień wody, który sięgał do dwóch okienek wagonu. Niemcy chodzili po dachach wagonów i nie pozwalali nikomu zbliżać się.

    Z jednego wagonu przez rozerwane druty kolczaste kobieta - Żydówka wyciągnęła na zewnątrz kilku letnie dziecko - chłopczyka. W chwili, kiedy pociąg ruszył z miejsca, opuściła to dziecko, które spadło i po chwili usiadło. Zauważył to oficer niemiecki z ostatniego wagonu, gdzie jechali niemieccy konwojenci. Wyskoczył z wagonu, podbiegł do tego dziecka i strzelił, zabijając je. Na stacji w tym czasie było kilka kobiet, bo było wtedy święto greckokatolickie. Na taki widok kobiety te wydały jakiś jęk - krzyk. Oficer niemiecki nieco speszył się i chwilę stał, zdmuchując z lufy pistoletu unoszący się dymek. Kiedy podjechał wagon z Niemcami, oficer chwycił za uchwyt wagonu i wsiadł, odjeżdżając z transportem. Kto i gdzie zakopał to dziecko nie wiem? Ja widziałem to z odległości 50 metrów.

    Najtragiczniejsza była noc z 5 na 6 stycznia 1943 roku. W taką mroźną noc jechał transport Żydów z lubaczowskiego getta. Było w nim wielu Żydów horynieckich, którzy wyłamując zamknięcia, wyskakiwali z wagonów. Niemcy strzelali do wyskakujących, lecz pociąg nie zatrzymał się. Opis niektórych tragicznych scen znam z opowiadania pana Antoniego Krzycha, który mieszkał na Rudzie w pobliżu torów kolejowych. Rano widać było leżących koło torów, zabitych i postrzelonych rannych. Pan Krzych podszedł do siedzącego koło torów i poznał, że był to Jankiel Kenig. Kenig poprosił Krzycha, aby podsuną mu, leżącą obok kurtkę. Kenig miał połamane obie nogi, prosił też, aby Krzych przyniósł mu coś ciepłego do picia. Krzych przyniósł mu garnek gorącej herbaty. Kiedy Kenig pił tą herbatę, od stacji kolejowej zbliżali się policjanci, dobijający rannych, leżących przy torze? Krzych skrył się do swoich zabudowań i widział jak policjanci podeszli do Keniga i zastrzelili go.

    Dzień 6 stycznia to święto Trzech Króli, a u grekokatolików, to pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia. Ja, idąc rano do kościoła, widziałem w wielu miejscach przy drodze, rozstrzelanych Żydów: kobiety i dzieci. W kościele ksiądz Łukasz Krukar9 bardzo zasępiony, wyszedł na ambonę i po przeczytaniu Ewangelii powiedział: "Widzicie, co się dzieje, kazania nie będę mówił, uklęknijmy i pomódlmy się". Wszyscy uklękli i modlili się. Kiedy w Horyńcu można było gdziekolwiek zobaczyć zastrzelonego człowieka - Żyda, miejscowe władze administracyjne spostrzegły, że jest to widok nieprzyjemny, przykry, budzący grozę szczególnie u dzieci. Dlatego postanowiły, że policja dokonywać będzie rozstrzeliwań w ustronnych miejscach tj. na tzw. Popowej Górze i w lesie za Niwami, przy drodze, gdzie były gotowe doły - wykopy pod planowaną budowę bunkrów przez wojska sowieckie w 1940 r.10 Dlatego też, najwięcej pogrzebanych Żydów jest w tych miejscach. Nawet zabitych przy torze kolejowym, podczas pamiętnej nocy z 5 na 6 stycznia 1943 roku zwożono do tych wyznaczonych dołów.

    Opisałem te straszne czasy. Spisałem znane mi fakty. Moje wspomnienia niech staną się przestrogą na przyszłość. Fakty opisane nie powinny ulec całkowitemu zapomnieniu. Młodzi, czytając o tych barbarzyństwach, może z niedowierzaniem, niech wiedzą, do czego zdolni są ludzie opanowani nienawiścią. Niech młodzi ocenią faszyzm - źródło ówczesnego zła inspirowanego przez Niemców, ludzi kulturalnych ukształtowanych w klimacie wyższości narodowej - rasowej.

    Opracowała Małgorzata Mach, uczennica klasy II Publicznego Gimnazjum nr 1 im Przemysława Inglota w Lubaczowie. Zamieszczone wspomnienia pochodzą z pracy przygotowywanej na konkurs pt. "Na Wspólnej Ziemi" - Historia i Kultura Żydów Polskich.


    Objaśnienia:

    1. Jidysz, język, którym posługiwała się większość Żydów aszkenazyjskich do II wojny światowej. Powstał wśród Żydów w Niemczech we wczesnym średniowieczu. Podstawę jidysz stanowi język niemiecki z elementami aramejsko-hebrajskimi, romańskimi i słowiańskimi (w dialekcie wschodnim). Jidysz pisany posługuje się alfabetem hebrajskim. Jidysz stał się codziennym językiem Żydów w Europie, rozwijających w nim swoją literaturę i kulturę. W momencie wybuchu II wojny światowej posługiwało się nim ok. 11 mln Żydów na świecie, większość w Europie Wschodniej, w: Wielka Internetowa Encyklopedia Multimedialna onet.pl.

    2. Pierwsza świątynia(drewniana cerkiew) wzmiankowana w 1670 r. wzniesiona została w połowie XVII w. staraniem Piotra Felicjana Telephusa. W 1798 r. spłonęła, kolejna również uległa pożarowi na początku XIX w. Obecnie istniejąca murowana świątynia, wzniesiona została w 1818 r. z fundacji nieznanych bliżej braci Stadnickich i ks. Aleksandra Ponińskiego, przy pomocy gromady, za parocha Stefana Dańkowskiego, w: Janusz Mazur, Cerkwie drewniane w okolicach Lubaczowa. Katalog cz. 2, poz. 11, Horyniec, Lubaczów 1997. Maszynopis w Muzeum w Lubaczowie.

    3. Ksiądz greckokatolicki Michał Steczyszyn, urodzony w 1880 r., wyświęcony w 1910 r., żonaty, od ok. 1914 r. do 1937 r. proboszcz parafii gr.-kat. w Horyńcu, w: Schematyzm gr.-kat. Diecezji Przemyskiej z roku 1914, s. 170 i z roku 1937, s. 123. W okresie wojny polsko-ukraińskiej w 1918 r. aktywnie działał we władzach ukraińskich. Po zakończeniu walk chwilowo internowany przez władze polskie, w: Archiwum Konwentu oo. Franciszkanów w Horyńcu, Kronika parafialna, s. 150-152.

    4. Batiar rzadziej baciar lub baciarz, andrus, łobuz, ulicznik. Batiarnia ’zbiorowisko batiarów, hołota, gawiedź, patrz w: Zofia Kurzowa, Polszczyzna Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich do 1939 roku, Warszawa-Kraków 1985, s.139-140.

    5. Stanisław Karłowski z Szalejewa (1879-1939), bankowiec, działacz gospodarczy, senator z BBWR, od 1910 r. mąż ostatniej z rodu ks. Ponińskich właścicielki Horyńca Róży Alfredy Ludwiki, w: bp Mariusz Leszczyński, Dzieje biblioteki horynieckiej książąt Ponińskich, Rocznik Lubaczowski, t. IX-X, 2000, s. 5-12.

    6. "Wehrmacht począwszy od 22 września wycofuje się by zakończyć swój marsz na wschodnim brzegu Sanu(...)", w: Mieczysław Wieliczko, Lubaczów z okolicą na "granicy" niemiecko-radzieckiej" w latach 1939-1941, Rocznik Lubaczowski t. VIII, 1998, s. 37-58.

    7. Jan Szpontak ps. Żeleźniak, dowódca kurenia, wydał podległym mu dowódcom sotni (kompanii) rozkaz zlikwidowania jednego dnia o jednej godzinie wszystkich posterunków Milicji Obywatelskiej w powiatach: lubaczowskim, jarosławskim i częściowo przemyskim. Z 27 na 28 marca 1945 r. o pierwszej w nocy upowcy napadli na niemal wszystkie posterunki MO w powiecie lubaczowskim w tym m. in. Na posterunek w Horyńcu, w: Alfons Filar, Gdy umilkły działa, Warszawa 1972, s. 136-156.

    "W kwietniu 1945 r. grasująca banda UPA, dokonała napadu na posterunek MO w Horyńcu. Dom spalili, a dwaj milicjanci odnieśli rany z poparzenia", w: Archiwum Konwentu OO. Franciszkanów w Horyńcu. Księga Parafialna, spisywana przez o. Tomasza, s.196.

    8. Ukraińska 14 Dywizja Grenadierów SS Galicja, SS Schützen-Division Galizien, SS Strilećka Dywizija Hałyczyna, ukraińska kolaboracyjna formacja zbrojna dowodzona przez generała I. Freytaga. Utworzona w kwietniu 1943 przez ukraińskich nacjonalistów i władze hitlerowskie, liczyła ok. 14 tys. osób. Rozbita w lipcu 1944 przez wojska radzieckie pod Brodami. Odtwarzana na Dolnym Śląsku. Od marca 1945, jako 1 Dywizja Ukraińskiej Armii Narodowej dowodzona przez generała P. Szandruka, podlegała Ukraińskiemu Komitetowi Narodowemu. Użyta do walki w Styrii i Słowacji, poddała się wojskom alianckim pod Klagenfurtem. Po przewiezieniu do Wielkiej Brytanii, żołnierze otrzymali w 1948 zezwolenie na zamieszkanie i prawo do obywatelstwa brytyjskiego. Wielka Internetowa Encyklopedia Multimedialna, wiem.onet.pl

    9. Ojciec Łukasz Krukar, gwardian klasztoru oo. Franciszkanów w Horyńcu, proboszcz parafii horynieckiej w 1939 r., w: Schematyzm Archidiecezji Lwowskiej za rok 1939, s. 74.

    10. "(...) Rawsko-Ruski Rejon Umocniony obejmował pas granicy od Lasów Sieniawskich po kompleks leśny na zachód od Krystynopola, o szerokości ok. 80 km frontu z umocnieniami tworzącymi trzy w różnym stopniu rozbudowane rubieże obronne.(...)", w: Andrzej Małysz, Fortyfikacje ZSRR batalionowego węzła obrony "Brusno". Punkt oporu wzgórze 330 "Hrebcianka", Rocznik Lubaczowski, t. IX-X, 2000, s. 85-103.

    <:: Powrót

    Do góry Wszystkie prawa zastrzeżone. All rights reserved © 2001-2007
    .